Dla zawodnika najtrudniejsze były samotne dwie noce spędzone w wodzie podczas bicia rekordu.

- Warto się zastanowić nad życiem, bo to jakie traumy wychodzą z człowieka, fobie, gdy sam płynie i to nie przez chwile, tylko przez dwie doby, to coś mrocznego - mówi Krzysztof Gajewski, rekordzista Guinnessa i Europy.

Gajewski swoją próbę pobicia rekordu rozpoczął w piątek 7 sierpnia, a zakończył w niedzielę 9 sierpnia o godz. 17:00. W sumie w wodzie spędził niewiarygodną ilość czasu - 48 godzin, ten wynik nie dziwi jednak jego kolegów, gdyż pływak przygotowywał się do tego wyczynu siedem lat.

- Wiemy do czego ludzki organizm można wytrenować, można. Krzysiek cały czas był świadomy, cały czas odpowiadał na pytania - podkreśla Tomasz Sekuta, prezes KS Triathlonowej Akademii Młodzieży.

Jedzenie i płyny musiały być podawane pływakowi do wody, gdy Krzysztof Gajewski nie płynął, to i tak wg regulaminu musiał się unosić na wodzie. Mama i żona pływaka były i są bardzo dumne z wyczynu sportowca.

- Potrafił dokonać czegoś, co spowoduje ogromne przekazanie pasji do pływania i bije te rekordy jestem z niego niesamowicie dumna - mówi mama pływaka, Grażyna Gajewska.

Krzysztof Gajewski miał kryzysy, był ochładzany w wodzie, jednak po każdym upadku następował wzlot. Niesamowity wyczyn Polaka miał też inny ważny cel. Podczas wydarzenia była prowadzona zbiórka na Triathlonową Akademię Młodzieży, aby młodzi sportowy, mieli fundusze na dalszy rozwój. Wyczyn Polaka i nowe rekordy pokazują, że ludzki organizm można wyćwiczyć do granic możliwości, a Krzysztof Gajewski nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.