Organizacja została praktycznie odcięta od możliwości kwestowania i prowadzenia zbiórek, które stanowią ważną część budżetu, dlatego zorganizowano specjalną akcję pod hasłem #BRATWPOTRZEBIE.

- My musimy i musieliśmy te straty jako skompensować. Wymyślić sposób, żeby w tym czasie również mieć możliwość zdobywania środków własnych, środków finansowych na pokrycie tych kosztów, które nie sposób w całości pokryć z dotacji - mówi Aleksander Pindral, prezes Towarzystwa św. Brata Alberta.

W placówkach Brata Alberta mieszka ponad 650 osób, które dostaje jedzenie i środki czystości. Dzięki hojności innych towarzystwo może zapewnić sobie dalsze funkcjonowanie i dostarczanie pomocy potrzebującym. Liczba zebranych pieniędzy znacznie przewyższyła oczekiwania.

- Były też momenty, które rzeczywiście pozwoliły nam odczuć, że jest bardzo duża liczba osób, którym bliski jest los osób bezdomnych. Jesteśmy niesamowicie wdzięczni. Będziemy także na bieżąco informować, na co te środki zostały przeznaczone, żeby darczyńcy wiedzieli, do czego się przyczynili - dodaje Anna Olbryt z Towarzystwa św. Brata Alberta.

Po wybuchu pandemii placówki Brata Alberta zostały zamknięte, a około 160 osób zostało bez dachu nad głową. Wprowadzono dodatkowy reżim sanitarny, a mieszkańców przybywa. Towarzystwo ma stałe zapotrzebowanie przede wszystkim na jedzenie i środki higieny.

- To są rzeczy, których potrzebujemy na bieżąco. Ważne jest, żeby pamiętać o tych ludziach i o tym, że my działamy, wiemy w jaki sposób pomagać i rozsądnie rozdysponowujemy każde darowizny rzeczowe i finansowe. Jak najbardziej potrzebujemy też odzieży, szczególnie w placówce, która jest nową placówką interwencyjną. Tam faktycznie potrzebujemy odzieży - zaznacza Anna Olbryt z Towarzystwa św. Brata Alberta.

Nawet w najtrudniejszych sytuacjach wystarczy wyciągnąć rękę i pomóc. Dzięki temu Towarzystwo Świętego Brata Alberta dalej może dbać o swoich podopiecznych.