Pani Elżbieta została przywieziona 18 lutego na SOR przy ulicy Fieldorfa. Kobieta już wcześniej znajdowała się pod stałą opieką medyczną z racji choroby nowotworowej i przyjmowanej w domu chemii. 

Pani doktor z pomocy paliatywnej przyszła do nas i zadzwoniła na pogotowie. Usłyszała u mamy straszne charczenie. Okazało się, że to zapalenie płuc, niewydolność oddechowa i dodatkowo zapalenie dróg moczowych. Wychodząc z SOR-u wieczorem poprosiłam, żeby wpisano też mój numer telefonu. Był już zapisany numer męża i córki. O 21.30 wyszliśmy i jeszcze pytałam, o której najwcześniej możemy przyjść rano, żeby zobaczyć mamę - mówi Urszula N., synowa zmarłej kobiety.

Następnego dnia, po przywiezieniu pacjentki na SOR, rodzina przyjechała do szpitala, aby dowiedzieć się o stanie zdrowia krewnej.

Nie dali nam wejść, zobaczyć jej. Poinformowana została tylko moja córka, że mamy czekać, pan doktor do nas wyjdzie, bo teraz trwa zmiana dyżuru i lekarz musi się zapoznać z pacjentką, żeby nam powiedzieć co się dzieje - kontynuuje Urszula N

Tymczasem nikt nie poinformował rodziny o tym, że pani Elżbieta zostaje wypisana w stanie ciężkim ze szpitala i przewieziona karetką do mieszkania, w którym nikogo nie było.

Sąsiadka mamy zadzwoniła, że pod domem stoi karetka, a mama już nie żyje. My czekaliśmy w szpitalu na informacje, a oni ją w tym samym czasie wywozili do domu. Nikt nie raczył wyjść i poinformować nas o tym - dodaje Urszula N.

Kiedy ratownicy dzwonili do sąsiadów, pani Elżbieta leżała w karetce. O godzinie 11.08, mimo podjętej próby reanimacji, pacjentka zmarła. Dlaczego lekarze podjęli decyzję o wypisaniu pacjentki przy jej złym stanie zdrowia i bez kontaktu z rodziną zmarłej?

Zastępca dyrektora ds. lecznictwa, lek. Jacek Kubica tłumaczy:

-  Ta pani była pacjentką naszego szpitala i tyle mogę na tę chwilę powiedzieć. Nie mam uprawnień, aby podawać informacje na temat jej stanu zdrowia czy leczenia. Niestety lekarz, który był wówczas obecny przy wypisywaniu pacjentki jest nieobecny w pracy, więc dopiero jak będziemy mogli się z nim skontaktować to wyjaśnimy czy i dlaczego nie doszło do kontaktu z rodziną zmarłej - dodaje. 

Dyrektor nie chce mówić kto jest odpowiedzialny za wypisanie pacjentki. Rodzina złożyła już wniosek do prokuratury. Sprawa jest w toku.