7998 gitar, czyli ponad pół tysiąca więcej niż w poprzednim roku. Rekord został pobity i z pewnością przejdzie do historii, ponieważ po raz pierwszy wydarzenie przeniosło się do internetu. Siła muzyki potrafi zdziałać jednak bardzo wiele.

- W pewnym momencie zobaczyłem na telebimie młodego męźczyznę z dzieckiem. Skojarzyłem go z małżeństwa, które poznało się na rekordzie. Rok później się pobrali, zresztą zapraszali mnie na swój ślub, ja akurat miałem koncert i nie mogłem. Takie sytuacje bardzo mnie trafiają tutaj w serducho i już jest lepiej - mówi Leszek Cichoński, pomysłodawca Gitarowego Rekordu Guinnessa.

W tym roku gitarowy rekord przekroczył nie tylko granice Wrocławia, ale również i Polski. Dotarł między innymi do Londynu i Portland. Legendarne „Hey Joe” połączyło miłośników gitar, niezależnie od warunków. Niektórzy nie byli pewni jednak, czy uda się pobić rekord.

- Nie (śmiech). Obawiałem się, że jednak ludziom się nie będzie chciało klikać i czekać na ten rekord. I tak myślałem, że może się zbliżymy do tego rekordu. Sądziłem, że będzie koło 4 tysięcy osób, także jestem przemiele zaskoczony tą frekwencją - zdradza Leszek Cichoński, pomysłodawca Gitarowego Rekordu Guinnessa.

Optymistów jednak nie brakowało.

- Wszyscy wierzyliśmy! Pobiliśmy w sumie dwa rekordy. Po pierwsze rekord z poprzedniego roku. Ponad 7 400 gitar zagrało wówczas na wrocławskim rynku, a dzisiaj prawie 8 tysięcy bez dwóch gitar. To jest pierwszy rekord. Po drugie nikomu się nie udało dotychczas zgłomadzić takiej liczby gitar w tym świecie wirtualnym, żeby razem zagrać jedną wspaniałą melodię "Hey Joe". Absolutnie dwa rekordy Guinnessa pobiliśmy dzisiaj we Wrocławiu - mówi Jacek Sutryk, prezydent miasta.

Uczestnicy z całego świata mogli połączyć się i pokazać, jak grają na swojej gitarze. Zorganizowanie wydarzenie było sporym wyznaniem logistycznym. Do tego potrzebne były kilometry kabli.

- Wydaje mi się, że takiej rzeczy jeszcze nikt robił. Przynajmniej nie znam nikogo takiego, kto mógłby to robić, dlatego że to nasz wszystkich zaskoczyło. Wydaje mi się, że największe wyzwanie to to, że widzowie, którzy nas oglądali mogli się z nami łączyć. Pokazywaliśmy ich, ale nie wiedzieliśmy, kto jest po drugiej stronie. Daliśmy ludziom linki i mogli się łączyć. No i chyba to się udało - wyjaśnia Tomasz Ciesielski, realizator telewizyjny.

Mimo trudnych okoliczności, po raz kolejny zwyciężyła muzyka.

- United Vibe - ten znak jest takim światełkiem dla świata tak naprawdę. Jest potwierdzeniem jedności, którą jesteśmy. Jednocześnie pozwala się pozdrawiać bez podawania sobie ręki. Nie musimy pokazywać sobie diaboła, tylko coś, co nas łączy i jest takim znakiem jedności - dodaje Leszek Cichoński, pomysłodawca Gitarowego Rekordu Guinnessa.

Oby kolejny rekord został pobity już na wrocławskim rynku. Może wtedy po raz pierwszy liczba przekroczy granicę 8 tysięcy.