Mimo nakazu zasłaniania ust i nosa, który polski rząd wprowadził 16. kwietnia, na ulicach można dostrzec, że nie wszyscy przestrzegają obowiązujących przepisów. Jak tłumaczy prof. Simon noszenie maseczek na co dzień zmniejsza ryzyko zarażenia. 

- Nie muszę być chory, ale gdy jestem zarażony i o tym nie wiem, to mając maskę, chronię innych.  Brak maseczek powoduje znaczący wzrost ryzyka zarażenia - mówi prof. Krzysztof Simon, ordynator oddziału zakaźnego wrocławskiego szpitala przy ul. Koszarowej.

 - Po wyjściu z mieszkania już powinniśmy mieć maseczkę na sobie. Już na klatce schodowej możemy kogoś spotkać. Potem oczywiście w komunikacji miejskiej, sklepie i aptece - dodaje Waldemar Forysiak, rzecznik prasowy Straży Miejskiej we Wrocławiu.

Choć zakaz obowiązuje do odwołania i póki co nic nie wskazuje na to, że władze szybko z niego zrezygnują, to wśród naukowców pojawiają się wątpliwości, co do samej skuteczności dobrego działania.  

- Jestem biotechnologiem i jestem przerażona. Maseczka staje się wilgotna natychmiast. Wydychamy mnóstwo bakterii, do tego dochodzą te znajdujące się w otoczeniu, to od razu stwarza dobre warunki do dalszej hodowli - tłumaczy Ewa Zachara, biotechnolog.

Aby uniknąć namnażania się bakterii, o maseczki należy dbać. Jednorazowe często wymieniać, a bawełniane codziennie prać i prasować. To bardzo ważne. W przeciwnym razie, maseczki nie będą pomagać, a szkodzić. Prof. Simon podkreśla, że noszenie maseczek to tylko jedne z wielu środków ostrożności.

- Z szacunku do innych powinniśmy je nosić. Oczywiście nie podczas jazdy na rowerze czy biegania. Oprócz tego należy zachować dystans, myć ręce i używać rękawiczek - podsumowuje prof. Simon.

Producenci zaczęli wykorzystywać ciekawe wzory, motywy filmowe i bajkowe. Nie ważne jakie z nich wybierzemy. Ważne, by pomimo braku komfortu, zadbać o innych.