„Czujesz się trochę jak w klatce? Jeśli uważasz, że 18 dni kwarantanny jest złe, wyobraź sobie 18 lat w zamknięciu” - tak zaczyna się opis wyzwania „Night in a cage”, czyli noc w klatce, w którym wziął również udział Paweł Sroka, opiekun zwierząt z wrocławskiego zoo. 

- To była moja najbardziej niewygodna noc. Czuję taką wewnętrzną radość z wolności i chciałbym wam powiedzieć: pomóżmy tym niedźwiedziom! - apeluje Paweł Sroka.

Celem akcji jest przypomnienie o losie zwierząt uratowanych z ferm żółci w Azji i zebranie funduszy na utrzymanie niedźwiedzi.

- Akcja ma zwrócić uwagę na problem wykorzystywania zwierząt i konieczność natychmiastowej pomocy, a w dalszej perspektywie nacisków z całego świata na zmiany prawne w Azji, a zwłaszcza w Chinach - mówi Anna Mękarska, Prezes Zarządu Fundacji „Dodo”.

Fermy żółci to miejsca, w których w niewielkich klatkach przetrzymuje się niedźwiedzie himalajskie i malajskie.

- Trudno w to uwierzyć, ale w 2020 roku chińscy lekarze polecają na koronawirusa żółć z niedźwiedzi. Coraz więcej zwierząt jest odławianych ze środowiska naturalnego i wręcz torturowanych - tłumaczy Joanna Kij z Zoo Wrocław.

Do organizmów zwierząt są wprowadzane rurki, które odprowadzają żółć, co powoduje ciągły ból i infekcje. 

- Do ciał zwierząt wszczepiane są dreny bezpośrednio do woreczka żółciowego, z którego ta żółć jest wręcz dojona. Karmione są nie tym, co jedzą w środowisku naturalnym, ale specjalnie przygotowanymi papkami po to, aby nie nadwyrężać układu trawiennego i żeby produkować żółć. Przebywając w takich klatkach, nie ruszając się, ich kości ulegają deformacji. Jeżeli takie zwierze przestaje być potrzebne, wtedy odrąbywane są jego części ciała i sprzedawane - dodaje Joanna Kij.

Aby pomóc uratowanym z niewoli zwierzętom, można wpłacać pieniądze na konto Fundacji Dodo z dopiskiem „niedźwiedzie”.