W tym roku we Wrocławiu zaczęto kosić trawniki później niż zwykle, ponieważ plan koszenia ustalano na podstawie doświadczeń poprzednich lat, w których w tym okresie było zazwyczaj sucho i spadało mało deszczu. Nowa polityka miejska, która zakłada rzadsze koszenie traw, ma się przyczynić do tego, że deszcz, który spadnie, będzie dłużej utrzymywał się w glebie. Dzięki temu, że trawa jest dłuższa, mogą w niej urosnąć inne rośliny.

- W takim trawniku pojawiają się rośliny kwitnące, które bardzo lubią owady zapylające. Naprawdę można to zaobserwować we Wrocławiu, że i pszczoły i trzmiele, i różne dzikie pszczoły uwijają się wokół tych kwiatów. No i sama masa tych roślin. Jeśli one rosną i są nieścinane, to mają w sobie więcej wilgoci. Mogą też tej wilgoci więcej oddać. Jest to korzystniejsze dla nas w zakresie takiego miejskiego mikroklimatu - mówi Aleksandra Zienkiewicz z Zarządu Zieleni Miejskiej.

- W ogóle nie oszczędzamy. Wydajemy tyle samo, zresztą tak, jak na odkomarzanie, na które wydaliśmy przeszło pół miliona złotych. Tutaj nie ma żadnych oszczędności. To jest nowe podejście do miasta - dodaje Jacek Sutryk, prezydent Wrocławia.

Miasto podzielone jest na rejony, a te na mniejsze obszary - tak, aby koszenie traw było jak najbardziej optymalne. Wykonawcy zaczynają prace od najważniejszych ulic w mieście. Obok ustalonego harmonogramu, przeprowadzane są także koszenia interwencyjne tam, gdzie trawa na przykład zasłania widoczność i zagraża bezpieczeństwu.

- Tylko trzeba zdać sobie sprawę z tego, że tak jak w tym roku, my mamy harmonogram, który przedstawiamy wykonawcą. Możemy go udostępnić, bo on jest transparenty. Już po kilku dniach ten kalendarz rozjeżdża się z rzeczywistością, ponieważ kiedy pada deszcz wykonawcy nie koszą. Wracają do tego harmonogramu po przerwie, na przykład spowodowanej deszczem, i tu jest kolejna trudność, bo trawa już zdążyła urosnąć - zaznacza Marek Szempliński z Zarządu Zieleni Miejskiej.

Nowa polityka miasta w kwestii koszenia ma na celu wyznaczenie tych miejsc, w których trawa może być dłuższa. Nie może to jednak wpływać na przykład na widoczność na drodze. Zarząd Zieleni Miejskiej podkreśla, że wykonawcy stosują również różne typy koszenia - w niektórych miejscach, na przykład w parkach, część skoszonej trawy zostaje na miejscu, aby się rozłożyła i nawiozła trawnik.

- Częstotliwość koszenia tak naprawdę najprostsza jest na terenach przyulicznych, bo tam najczęściej jest to 4-5 razy w ciągu sezonu wegetacyjnego. Bardzo niewielkie części tych trawników są koszone dwa razy w roku. Natomiast sytuacja robi się dużo bardziej skomplikowana, kiedy mówimy o zieleńcach, skwerach i parkach. Tam częstotliwość koszenia jest nawet od jednego raza na sezon, chociaż takich trawników jest bardzo mało, nawet do 10 razy w ciągu sezonu wegetacyjnego - wyjaśnia Aleksandra Zienkiewicz z Zarządu Zieleni Miejskiej.

Z sytuacji niezadowoleni mogą być alergicy, który, szczególnie w okresie letnim, mocniej odczuwają dolegliwości związane z uczuleniem na rośliny, które w tym czasie kwitną. Miasto zapewnia jednak, że przy analizach dotyczących koszenia traw, wzięło tę kwestię pod uwagę.

- My zasięgnęliśmy opinii alergologa, który twierdzi, że tak naprawdę to, jak często Zarząd Zieleni Miejskiej będzie kosił w mieście, nie ma wielkiego przełożenia na sytuację takiej osoby. Tutaj przede wszystkim jednak trzeba o siebie przede wszystkim dbać, jak się jest alergikiem - dodaje Aleksandra Zienkiewicz z Zarządu Zieleni Miejskiej.

Zarząd Zieleni Miejskiej podkreśla również, że mieszkańcy mają możliwość zgłaszania się do nich w celu wskazania miejsca, które powinno zostać skoszone wcześniej niż przewiduje to harmonogram.

- Takie sygnały trafiają praktycznie codziennie, ale też załatwiane są w miarę możliwości. To znaczy jeśli jutro czy pojutrze wykonawca będzie w miejscu wskazanym, to nie ma sensu przerzucać do interwencyjnie już dziś. Tylko i tak będzie tam jutro czy pojutrze. Natomiast jeżeli miałby tam być za tydzień lub dwa, a sytuacja rzeczywiście tego wymaga, to skosi to interwencyjnie od razu - mówi Marek Szempliński z Zarządu Zieleni Miejskiej.

Jak podkreślają urzędnicy nowe podejście to nie rezygnacja z koszenia, ale koszenie rzadsze i przemyślane. Są to jednak działania których efekt poznamy w dłuższej perspektywie. Dlatego zajmujący się zielenią pracownicy służb miejskich proszą mieszkańców, którzy chcą, aby w mieście było zielono i przyjaźnie, by uzbroili się w cierpliwość.