– Padają pytania, dlaczego zużywamy tyle fartuchów. To jest przecież jakiś idiotyzm! Jeśli do ciężkiego pacjenta dwa, trzy razy idzie pielęgniarka, to nie będzie chodziła w jednym kostiumie, bo to by było jakieś nieporozumienie. Jak do takiego pacjenta tyle samo razy wejdzie też lekarz, to mamy sześć zużytych kombinezonów na dobę. W ciągu tygodnia na jednego pacjenta potrzebujemy więc 42 kostiumy – mówi prof. Simon, ordynator oddziału zakaźnego szpitala przy ul. Koszarowej we Wrocławiu.

– Niestety od piątku mamy problem z tymi lepszymi kostiumami i używamy plastikowych kombinezonów, tylko moi ludzie po prostu w tym mdleją! Ja też bym w tym zasłabł, chociaż jestem dość wysportowany. Czekamy na dostawę nowych – dodaje prof. Simon.

Wszystkie osoby w Polsce, które zmarły lub są w stanie krytycznym z powodu koronawirusa miały choroby współtowarzyszące. Profesor Simon apeluje o zostanie w domu. Do szpitala przy ul. Koszarowej do izby przyjęć na oddział zakaźny trafia do studziesieciu osob dziennie. Oddział jest przepełniony. Warto nie panikować i zostać w domu.