- Mieszkam w mieście i o siebie się tak naprawdę nie boję, bo wiem, że kiedy będzie trzeba to wyjadę za granicę, ale są osoby, których na to nie stać i które nie mają takiej możliwości. My jesteśmy tutaj też dla nich, po to, żeby każda Polka miała wybór - mówi jedna z uczestniczek piątkowych protestów.

- Nie zgadzamy się na to, nie damy odebrać sobie prawa do decydowania o własnym ciele, nie damy sobie odebrać naszej godności, dlatego wychodzimy licznie na ulice, żeby pokazać nasz sprzeciw - wyjaśnia Jolanta Niezgodzka, radna Rady Miejskiej Wrocławia i sekretarz Stowarzyszenia Nowa Nadzieja.

Protesty trwają od kilku dni. W piątek strajk zaczął się na placu obok Dworca Głównego, a później uczestnicy przemaszerowali ulicami Wrocławia, jednocześnie blokując miasto. Chcieli dotrzeć aż pod Katedrę, jednak zostali zablokowani przez kordon policji. To nie zdołało ich powstrzymać przed dalszym spacerem. W czasie pandemii takie zgromadzenie może być ryzykowne, jeśli chodzi o zarażenie się koronawirusem, ale protesujący podejmują to ryzyko.

- Jestem po chorobie onkologicznej. Mimo to i tego zagrożenia, które niesie ze sobą koronawirus, nie poprzestanę i będę walczyć. Może już nie dla siebie, ale dla innych młodszych, bo warto walczyć o normalność i o człowieczeństwo - podkreśla Agata Gwadera-Urlep, radna Rady Miejskiej Wrocławia.

W sobotę protestujący zostawili wieszaki, plakty i znicze pod bramą do kurii archidiecezji wrocławskiej, a w niedziele odbyła się akcja Słowo na Niedzielę. Podczas mszy w kościołach ludzie wchodzili do środka i protestowali. Do tego na bramach kościołów pojawiały się grafiti i plakaty. Wszystko to, aby wywołać konkretne działania wśród rządzących.

- My postawiłyśmy ultimatum i powiedziałyśmy, czego sobie życzymy, między innymi tego, żeby pani magister Przyłębska przyznała, że nie jest żadną prezeską trybunału. Żeby panowie rządzący przyznali, że oświadczenia pani Przyłębskiej to nie są żadne wyroki. Że to towarzystwo, które tam siedzi to nie jest żaden trybunał. Żeby Sąd Najwyższy działał spowrotem tak, jak powinien działać. Żeby zaczęli odkręcać te wszystkie rzeczy, ale myślę, że w ogóle powinniśmy wymienić ten rząd tak naprawdę. Na taki, który nie będzie łamał prawa i nie będzie zwalczał wolności i praw obywatela tak, jak robi to obecny rząd PiS -  mówi Marta Lempart z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

Myślę, czuję, decyduję, Rewolucja jest kobietą i Episkopacie zostaw moje gacie to tylko niektóre hasła protestujących. Męźczyźni nie pozostają jednak obojętni za piekło kobiet. Oprócz obecności na protestach, Ci, którzy mogą, oferują także pomoc prawną.

- Ludziom pomóc za darmo, pro bono w takich sytuacjach, w których taka pomoc prawnika może być potrzebna. Zresztą nie ja jeden udostępniłem swój numer telefonu dla osób, które, w razie, gdyby zostały zatrzymane na tych protestach i potrzebowały pomocy adwokata lub radcy prawnego, to ja jestem do dyspozycji i na pewno pomogę na tyle, na ile potrafię - mówi Bartłomiej Ciążyński, wiceprzewodniczący Rady Miejskiej Wrocławia.

Policjanci Komendy Wojewódzkiej Policji zabezpieczają wszystkie protesty. We Wrocławiu do tej pory nie użyto na przykład gazu, a protesty były raczej spokojne. Protestujący jeszcze w piątek zwrócili się do policjantek z apelem, żeby te przyłączyły się do nich. Zdarzały się jednak także mocne słowa skierowane w stronę fukncjonariuszy.

- Jesteśmy kobietami, walczymy o swoje prawa. Czy wy nie macie żon, nie macie dziewczyn, nie macie matek, nie macie sióstr? Nie wstyd wam? - pyta protestująca.

Na razie nic nie zapowiada tego, żeby protesty miały się szybko skończyć.